FAQ

firefox-grayW tej części odnajdziecie Państwo najczęściej zadawane pytania oraz udzielone przeze mnie odpowiedzi. Jeśli mają Państwo wątpliwości lub inne pytania proszę o kontakt przez formularz kontaktowy.

1. Niemowlęta NIE MANIPULUJĄ nami dorosłymi.

Zajęcia w szkole rodzenia. Wykład psychologa (czyli mój) na temat nowej sytuacji w rodzinie – pojawienie się dziecka. - Ja mam takie pytanie, rozmawiamy tak tutaj, nosić nie nosić … a co będzie jak się dziecko przyzwyczai do rąk? – pyta jeden z tatusiów. - A co Pana zdaniem oznacza „przyzwyczai się”? – dopytuję. - No, potem będzie manipulować, żeby je cały czas nosić! - Hmmm…mówiąc wprost… niemowlęta nie manipulują.

Nie są do tego zdolne z uwagi na etap rozwoju intelektualnego, na jakim aktualnie się znajdują. A mówiąc po ludzku – nie potrafią! Manipulacja zakłada świadome wprowadzanie kogoś w błąd, po to by zaspokojone zostały potrzeby manipulatora. Najczęściej takie działanie pozostaje w sprzeczności z dobrem ofiary manipulacji. Podstawą tej skomplikowanej strategii jest umiejętność spojrzenia na świat z perspektywy innej niż własna. Trzeba bowiem trafnie rozpoznać słabości ofiary.

Tymczasem do ok. 7 roku życia dziecko nie potrafi patrzeć oczami innych, a o empatii możemy mu jedynie opowiedzieć. Bo tak rozumiany egocentryzm jest trwałym i koniecznym elementem rozwoju . W tym czasie bez naszej pomocy dziecko nie zrozumie przysłowia „nie rób drugiemu, co tobie niemiłe”. „Bezlitośnie” nazwie nowy kolor włosów babci kolorem kupki, jeśli tylko super modny jasny orzech z salonu fryzjerskiego tak właśnie się dziecku skojarzy. Przytulając się do dziadka, który właśnie wrócił z papierosa na balkonie, szczerze skomentuje zapach „Fuj! Jak ty śmierdzisz dziadziu!”. „Okrutnie” potraktuje ospałą po zimie muchę, badając na ilu nogach – bez skrzydeł – będzie w stanie uciekać.

W takich sytuacjach dziecko nie dostrzega „niewłaściwości” swojego zachowania, nie ma też złych intencji. W odpowiedzi, jako dorośli, możemy przedstawić konsekwencje jego zachowań jako dyskomfort innych. Dobrze, jeśli skorzystamy z osobistych doświadczeń dziecka: bólu stłuczonego kolanka, uczucia przykrości, bo zabrakło ulubionych lizaków, złości na kolegę z piaskownicy, gdy uzurpuje sobie prawo do ulubionej ciężarówki.

ALE UWAGA! na nieostrożne:

  • wzbudzanie poczucia winy za chwiejność emocjonalną babci
  • odsądzanie od czci i wiary za mówienie prawdy o swoich doznaniach brzydkiego zapachu
  • ocenianie osoby, a nie zachowania, komunikat typu „jesteś złym dzieckiem” zamiast „źle się zachowałeś”

Zanim jednak moi słuchacze ze szkół rodzenia staną przed podobnymi dylematami, mają do rozwiązania inne łamigłówki wychowawcze – te charakterystyczne dla wieku niemowlęcego, typu „nosić nie nosić”. Jednego mogą być pewni – niemowlęta ich nie zmanipulują.

2. NOSIĆ NIE NOSIĆ – oto jest pytanie

Czasami na wykładzie w ramach szkoły rodzenia pytam rodziców, czego ich zdaniem będzie potrzebować ich dziecko po narodzinach i przez kolejne 6 m-cy. W odpowiedzi padają konkrety: czystej pieluszki, pełnego brzuszka, nie przegrzewania i przede wszystkim mamy. Nierzadko słyszę o czułości, bliskości, miłości i poczuciu bezpieczeństwa. Oddycham z ulgą – odrobili zadanie, poczytali o potrzebie dotyku u niemowląt, będą swoje głaskać i masować. A tu nagle, bęc! pytanie o noszenie na rękach. Nosić czy nie nosić?

Na początek powiem tak – nie znam zbyt wielu rodziców, a szczególnie matek, które w ogóle nie nosiły swoich dzieci. Po pierwsze noszenie noworodków i niemowląt jest bardzo przyjemne – cudnie pachną, są leciutkie, cieplutkie i słodko posapują. Pod wpływem takich bodźców wymięka niejeden twardziel, a co dopiero kobieta w połogu, w której hormony szaleją huraganem. I tak ma być! Tak zostaliśmy zaprogramowani jako gatunek – opiekujemy się niezdolnymi do samodzielnego życia dziećmi, bo dbamy, aby wyrosły na sprawnych dystrybutorów genów w przyszłości. Zanim jednak nasza córeczka przedstawi nam swojego wybranka, jest ślicznym jak obrazek noworodkiem, którego widok rozpuściłby górę lodową. Nic zatem dziwnego, że niechętnie odkładamy ten skarb do jej/jego łóżeczka.

Po drugie – niemowlęta płaczą. I znów kłania się biologia, tym razem mózgu, bo częstotliwość dźwięku płaczu noworodka jest nieakceptowana przez nasz najważniejszy organ. Po prostu – fizjologicznie – nie możemy pozostać obojętni na sygnał zgłaszanej przez potomka potrzeby. Musimy coś zrobić, by go uciszyć, a najlepiej ucieszyć. Zmieniamy pieluszkę, dajemy cyca lub butlę, sprawdzamy ciepłotę karku, czasami temperaturę ciała – by stwierdzić, że maleństwo nie ma podstaw do narzekań. A nadal narzeka. Bierzemy zatem naszą marudę na ręce i w nagrodę otacza nas błoga cisza. „Ty mały szantażysto!” myślimy czule, a czasami wściekli.

Tu wtrącę tylko, że to dorośli nadają sens zachowaniom dziecka. Niestety, najczęściej nazywają je i oceniają w kategoriach innego dorosłego. Dziecko nas nie szantażuje, ono prosi o spełnienie swoich potrzeb. A to jak je zaspokoimy, zależy od nas. To nasza - rodziców – reakcja jest najczęściej naszym problemem, a nie poczynania naszej pociechy.

„No tak, ale o co chodzi z tym płaczem i dlaczego dziecko milknie właśnie na rękach?” Bo wreszcie czuje się na swoim miejscu, w ramionach opiekuna, ciasno otoczone godną zaufania strukturą mięśni. Znów słyszy znajomy rytm oddechu i bicia serca, znów czuje znajomy zapach, wreszcie czuje się bezpiecznie.

W szczególności dotyczy to mamy. Jej miarowy oddech i bijące serce dziecko zna jeszcze z okresu prenatalnego. To przy ich akompaniamencie rozwijało się przez 9 m-cy. Po narodzinach pierwsza przyjemna woń to zapach skóry mamy, który łączy się ze smakiem pierwszego pokarmu. Nic zatem dziwnego, że noworodek dąży do idealnych 3C: ciemno, ciasno, ciepło. A jako niemowlę w bezpiecznych ramionach opiekuna podejmie pierwsze życiowe zadania: obserwacja otoczenia, podnoszenie głowy, trafianie kciukiem do buzi.

Pamiętajmy o tym, że w czasie pierwszych 12 miesięcy dziecko przede wszystkim pragnie bezpieczeństwa. I że dopiero po 8-9 m.ż. wykształca schemat stałości obiektów (założenie, że istnieją, mimo że ich nie widać). Dotyczy to również opiekuna. Jeśli nie ma mamy w zasięgu wzroku i ucha, to znaczy że nie istnieje. A to jest wystarczający powód do płaczu – ze strachu przed porzuceniem. Przede wszystkim zapewnijmy maluchowi poczucie naszej obecności – noszeniem w chuście, pozwoleniem na przyglądanie się nam w codziennych czynnościach z perspektywy podłogi, czasem bujaczka. Wtedy mamy szansę uniknąć nadmiarowego noszenia na rękach.